Świadectwo Roberta z Warszawy

Zapraszamy do opisywania swoich świadectw nawrócenia lub innych świadectw działania Boga w swoim życiu.
Sadlor
Posty: 255
Rejestracja: sob cze 18, 2016 4:43 pm

Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Sadlor » ndz lip 17, 2016 4:24 pm

Do tej pory jak na razie zdążyłem się na tym forum przywitać, nie jestem zbyt biegłym pisarzem, ale spróbuje opisać moją drogę zbliżenia się do Chrystusa i zbudować kogoś moim świadectwem.

Nie będzie to spektakularne świadectwo, ciężko mi nawet uznać siebie za osobę nawróconą bo mimo bardzo pozytywnych zmian z moim życiu borykam się jeszcze z pewnymi problemami.Moja droga wygląda trochę jakbym robił 3 kroki w przód i jeden krok w tył, chodź przyznaję że coraz rzadziej robię ten jeden krok w tył.

Tak więc zacznijmy od początku, urodziłem się w rodzinie świadków, cała rodzina od strony mamy była w organizacji. Przyznam że nie mam złych doświadczeń ze świadkami a nawet doceniam to że byłem świadkiem a nie np. katolikiem. Moja babcia od małego czytała mi pismo, uczęszczałem na zebrania, kongresy, ale jako dziecko niewiele z tego trafiało do mnie, chodź ziarno prawdy pochodzącej z pisma zostało zasiane i było ze mną przez całe życie. Moja rodzina w ciągu następujących lat oddaliła się od prawdy i mimo że nie zostaliśmy nigdy wykluczeni z organizacji oddaliliśmy się od niej, staliśmy się częścią świata a pobożność zeszła na dalszy plan. Gdy zacząłem dorastać oddaliłem się od Boga i poszedłem do świata, chodź prawda zawsze mniej lub bardziej była ze mną, nigdy nie zostałem ateistą, ani innym istą... chodź gdy teraz patrzę na pewne sprawy z obecnej perspektywy zdarzyło mi się kilka razy, zbliżyć niebezpiecznie do okultyzmu i zainteresować nim. Chodź muszę przyznać że zawsze broniłem Boga podczas imprezowych dyskusji, robiłem to często ze "świadkowego" punktu widzenia, zawsze byłem typem wojującego, gromiącego chrześcijanina o surowych poglądach. Wśród znajomych uchodziłem za osobę pobożną i w sumie sam za takiego się miałem, całkiem nieźle znałem pismo i ludzie brali mnie za osobę uduchowioną, dopiero po czasie zauważyłem jak bardzo powierzchowne i nieprawdziwe to było.

Pamiętam, że punktem zwrotnym, po którym zaczęło się dziać w moim życiu coraz gorzej było uwiedzenie dziewczyny przyjaciela. Ten człowiek był mi na prawdę bliski, taki kumpel na dobre i złe, razem imprezowaliśmy wszędzie razem chodziliśmy, pracowaliśmy razem przez pewien czas, zawsze pomagaliśmy sobie i byliśmy na prawdę blisko ufaliśmy sobie bezgranicznie, miałem wtedy ok 23lat on poznał dziewczynę z naszej paczki w której się obracaliśmy, ja akurat byłe sam ale nie przeszkadzało mi to bardzo, nie byłem nawet nią zainteresowany, po jakimś czasie była okazja wyjechać do pracy w Anglii, mieliśmy jechać we 3 ja mój przyjaciel i jeszcze jeden dobry kumpel, mój przyjaciel razem z kumplem wyjechali, ja zostałem miałem wtedy studia i nie chciałem ich porzucać dla pracy. Kumpel powiedział mi bym przypilnował mu tej dziewczyny, Marty, na czas jego nieobecności by żadni inni faceci nie kręcili się koło niej. Nie rozwlekając się gdy po 3 miesiącach wrócił z Anglii na urlop ja już z nią byłem, na początku czułem się z tym źle, ale uznałem że "miłość" to coś więcej niż przyjaźń i zdradziłem przyjaciela. Przyjaciel przeżył to bardzo mocno i mimo tego że widzieliśmy się jeszcze po tym kilka razy nie wybaczył mi, z tego co wiem nadal mieszka i żyje w Anglii. Byłem Martą rok i na początku było jak w bajce, na prawdę myślałem że znalazłem kogoś na całe życie, chodź z tyłu głowy cały czas miałem myśl o krzywdzie którą zrobiłem przyjacielowi, z czasem zaczęło się nam układać coraz gorzej, straciłem pracę i wszystko powoli się sypało, po roku rozstaliśmy się, a po czasie moje przypuszczenia z powodu których zerwałem okazały się słuszne, Marta zdradzała mnie na lewo i prawo. Mówiąc szczerze byłem załamany jako młody 24 letni chłopak poczułem się mocno zraniony i odcisnęło to na mnie piętno na długie lata.

Pamiętam że miałem poczucie że zasłużyłem na to wszystko co mnie spotkało, to całe upokorzenie związane ze zdradą odcisnęło na mnie poważne piętno, zacząłem nienawidzić kobiet, stałem się strasznie szowinistyczny i przy każdej sposobności atakowałem kobiety za to co zrobiła mi Marta a jednocześnie czułem że zasłużyłem na to wszystko stałem się zgorzkniały i smutny, jednocześnie coraz gorzej mi się powodziło coraz częściej kłóciłem się z rodzicami coraz więcej piłem, wcześniej też dużo piłem tak na prawdę to już w czasie szkoły średniej zacząłem ostro pić, chodź nigdy nie zacząłem mieć tzw. "ciągów alkoholowych" o których zazwyczaj mówią alkoholicy, po prostu lubiłem upijać się, nie miałem umiaru, wypad na jedno piwo wieczorem z kolegą potrafił skończyć się o 7 rano kompletnie pijanym. Nie umiałem zapanować nad alkoholem, mimo że miałem świadomość tego że muszę np. jechać gdzieś rano autem i nie mogę wypić na wieczór więcej niż 2 piwa, to pomimo, że nigdy nie wsiadałem do auta bezpośrednio po piciu, jeździłem na kacu. Dzięki bogu nigdy nie miałem żadnego zdarzenia na drodze, ani kontroli policyjnej. W moim życiu zaczęło się dziać coraz gorzej zacząłem pracować na tzw. " słuchawce" czyli w telefonicznej obsłudze klienta, jest to bardzo nerwowa i wyczerpująca praca a jednocześnie mało płatna i niewdzięczna, nie byłem w stanie nigdzie zagrzać miejsca na dłużej niż rok bo wymiękałem nerwowo kłóciłem się z przełożonymi byłem niemiły dla klientów, wulgarny i szybko mnie wyrzucali, a inną pracę ciężko było znaleźć bo najwięcej doświadczenia miałem w pracy na słuchawce i tak trafiłem w błędne koło minęła 30tka a ja byłem nigdzie. Samotny w byle jakiej pracy bez perspektyw sfrustrowany i nieszczęśliwy, coraz częściej popadałem w konflikty na tle politycznym z moimi znajomymi, im nie powodziło się źle, a ja nienawidziłem obecnego wtedy rządu PO, stawałem się ekstremalnie prawicowy, zawsze byłem prawicowy, ale wtedy byłem o krok od tego by wstąpić do jakiejś organizacji ogolić się na łyso wziąć pałę i tłuc żydów, pedałów, lewaków i każdego innego kto się napatoczy, stopień nienawiści jaki się we mnie zgromadził był na prawdę ogromny, miałem napady gniewu ale dzięki Bogu nigdy nie miałem w zwyczaju uderzać człowieka, więc na szczęście cierpiały tylko meble i moje ręce :)
W międzyczasie razem z kumplem, wstąpiłem do Katolickiej wspólnoty i skończyłem tzw. "kurs alfa" muszę przyznać że to nieco mi pomogło, spotkałem tam wielu nawróconych młodych ludzi, wspaniałych ludzi których do tej pory dobrze wspominam, i do puki nie zbliżaliśmy się do doktryny kościoła katolickiego, a dyskutowaliśmy w oparciu o biblię, świetnie się rozumieliśmy, muszę przyznać że jako niekatolik dogadywałem się z nimi lepiej niż mój kumpel katolik który mnie tam wciągnął. On po zakończeniu kursu przestał uczęszczać na spotkania wspólnoty, ale ja nadal spotykałem się z nimi i bardzo dobrze wspominam ten czas. Jednak coraz rzadziej uczęszczałem na wspólne spotkania aż w końcu przestałem tam chodzić.
Moje życie stawało się coraz bardziej beznadziejne coraz gorsze prace, coraz mniej perspektyw, popadłem w depresję i zaczęło się ze mną dziać coraz gorzej, w końcu straciłem pracę, pojawiły się myśli samobójcze, było ze mną źle pamiętam że byłem tak już umęczony a wiedziałem że to szatan mnie gnębi, pamiętam że jednej nocy przyszło mi do głowy, że może oddam mu cześć ukorzę się przed nim by dał mi spokój, by przestał mnie prześladować, na szczęście zawsze gdzieś z tyłu głowy, miałem naukę pisma świętego, w tamtym okresie z tego co pamiętam czytałem też "Wielki Bój" E.G White ta książka wywarła na mnie dość spore wrażenie i pomogła mi wzmocnić wiarę (mimo że w wielu aspektach jest błędna) ale nie będę się nad tym rozwodził. Na szczęście nie oddałem czci przeciwnikowi, nie długo potem zacząłem brać leki na depresję, zacząłem też dużo czytać pismo byłem w tamtym czasie pod dużym wrażeniem doktryny "adwentystów dnia siódmego". Zacząłem stosować w praktyce nauki płynące z pisma świętego i odwracać się od dotychczasowego życia ograniczyłem picie, wynikało to nie tyle z mojej woli co z tego że bardzo źle się czułem następnego dnia po wypiciu alkoholu, to sprawiło że mocno ograniczyłem alkohol, miałem też problem z pornografią i sprawami z tym związanymi i też mocno ograniczyłem, to chodź nadal jest to duża pokusa której z trudem się opieram, przestałem niemal przeklinać stałem się też bardziej spokojny i mniej gniewny zacząłem o wiele lepiej panować nad sobą i kontrolować swoje emocje, na początku oczywiście uważałem że to wszystko moja zasługa, że sam się tak wspaniale zmieniam. Po jakimś czasie odkryłem że jest coś takiego jak łaska, że to nie z uczynków jesteśmy zbawieni a z łaski, i jeżeli szczerze żałujemy za nasze grzechy to będą nam wybaczone i to było coś wspaniałego, że nawet jeżeli się potknę to Chrystus wyciągnie swą rękę i pomoże mi wstać. Słuchałem wielu kazań w internecie i powoli budowałem się ale co jakiś czas zdarzał się ten krok w tył, z resztą do te pory się zdarza ale coraz rzadziej. Miałem dość duży problem bo mimo tego że budowałem się tym czego słuchałem w internecie, czułem że potrzebuje wspólnoty, jako że żyjemy w kraju katolickim a ja nigdy nie akceptowałem ich doktryny ciężko było znaleźć odpowiednią wspólnotę, przez jakiś czas rozważałem wstąpienie do "kościoła adwentystów" albo powrotu do "świadków Jechowy" ale dość szybko porzuciłem tę myśl bo coś mi tam nie pasowało, jako że nie byłem w stanie przekonać moich rodziców do wspólnego studiowania pisma, a wśród znajomych nie mam nikogo kto chce się zbliżyć do Boga, miałem problem. Przez jakiś czas myślałem nawet że może poznam dziewczynę rejestrując się na chrześcijańskim portalu randkowym i jednocześnie poznam współwyznawcę z którym zbuduję się w wierze i partnera na całe życie. Pamiętam jak rejestrując się na jednym z takich portali opisałem się jako niekatolika który nie akceptuje doktryny kościoła katolickiego ale jako szczerego chrześcijanina który opiera się na piśmie, niestety portal okazał się katolicki i po 5 minutach mój profil został odrzucony z adnotacją że mogą się zarejestrować tylko katolicy akceptujący w pełni doktrynę kościoła katolickiego ;)
Inne portale wymagały opłat, podawania szczegółowych danych osobowych więc zarzuciłem temat.

Po jakimś czasie trafiłem w internecie na informację o konferencji Apollosa, posłuchałem świadectw ludzi i jako że było to w Warszawie w wekkend który nie pracowałem wybrałem się, stwierdziłem posłucham popatrzę może to będzie wspólnota do której warto wstąpić, poznałem tam wspaniałych ludzi, wysłuchałem budujących świadectw i poznałem Anię która zaprosiła mnie do Misji Łaski za co dziękuje Bogu każdego dnia, bo mimo że jestem tam jeszcze bardzo króciutko to czuje że ten czas dał mi bardzo wiele by zbudować się w Chrystusie.

Strasznie długie to wyszło, nie przypuszczałem że aż tyle tego będzie, trochę to chaotyczne, ale liczę że pomoże komuś zbliżyć się do Boga bo siła świadectw jest wielka wiem to po sobie.

Jeśli macie ochotę dopytać o coś co tu opisałem to zapraszam.


Łaska Jezusa Chrystusa niech będzie z Wami wszystkimi. AMEN.
z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie.

Sadlor
Posty: 255
Rejestracja: sob cze 18, 2016 4:43 pm

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Sadlor » ndz lip 17, 2016 6:23 pm

Tak jak napisałem trochę to wyszło chaotycznie bo nie dopisałem najważniejszej części o tym jak Bóg pomógł mi znaleźć dobra prace i wytrwać w niej i o tym jak wielka jest moc modlitwy oraz jak bardzo budujące jest pismo święte i jak pracuje ono w człowieku.

No więc kontynuując.
Półtora roku temu, po tym jak opanowałem depresję do poziomu w którym można by zacząć szukać pracy i normalnie żyć, postanowiłem że nie wrócę już do pracy w biurze i wrócę do pracy fizycznej pamiętam że byłem jeszcze w dołku nie miałem pieniędzy a moi kumple wybierali się do znajomego na działkę. Rodzice chcieli mi dać fundusze na wypoczynek bym zregenerował siły, ale ja chciałem być samodzielny, znajomy zaproponował mi dorywcze zajęcie dzięki któremu szybko zarobiłem u niego parę groszy potrzebnych na wyjazd w międzyczasie wysyłałem CV-ki ale nie wysłałem ich zbyt wiele, wybierałem mało ambitne prace które zajmą ręce i pozwolą odpocząć głowie Pamiętam, że na kilka dni przed wyjazdem z kumplami, zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną ubiegałem się o najniższe stanowisko za minimalna stawkę, ale byłem zadowolony, bałem się trochę rekrutera bo spotkałem wcześniej wielu niemiłych, bardzo mi zależało na tym by znaleźć robotę więc bałem się trochę, ale pojechałem, rekruterka okazała się bardzo życzliwa i na wstępie zaproponowała mi wyższe stanowisko dostawcy/kierowcy stwierdziłem że jej wysłucham, miałem trochę watpliwości co do oferty ale bałem się zapytać o te rzeczy by nie wypaść źle w jej oczach, jednak "babka" okazała się wyjątkowo życzliwa i na wszystkie pytania o które bałem się zapytać sama mi odpowiedziała rozwiewając wątpliwości, co najlepsze po zaprezentowaniu mi oferty pracy nie było żadnych pytań w stylu dlaczego pan chce tę pracę itp. itd. babka zapytała tylko czy jestem zainteresowany i powiedziała że jeśli ja chcę to ona puszcza mnie do kolejnego etapu rekrutacji.
Kolejnym etapem rekrutacji był egzamin z bezpiecznej jazdy który bez trudu przeszedłem i tak dostałem pracę którą od zawsze lubiłem czyli kierowcy, pamiętam że bałem się mocno, bo pamiętałem jak zdarzało mi się tracić wcześniej nad sobą kontrolę a dla kierowcy nerwy na wodzy to podstawa, szczególnie w Warszawie ;) Gdy zacząłem te pracę nie dawałem tam sobie więcej niż kilka miesięcy, od dawna mam problemy z kręgosłupem a ta praca polega na głównie na dźwiganiu więc bałem się że siądzie mi kręgosłup i nie będę mógł już tego robić w ciągu ponad roku nic mi się nie stało a na zwolnieniu byłem chyba w sumie 7 dni z powodu lekkich przeziębień. Pamiętam że codziennie jadąc do pracy modliłem się by nikomu nic nie zrobić by nic nie uszkodzić i by nie uszkodzić powierzonego mi auta i Bóg mi pomógł pamiętam jak rozmawiałem z kolegami z pracy którzy nieznosili tej roboty, a ja mówiłem że dla mnie jest super jeżdżę autem nikt mi nie brzęczy nad uchem wracam do domu i zapominam, nie jest to idealna praca jest kupa niefajnych rzeczy które wkurzają i mi też się czasem zdarza wypowiedzieć swoje niezadowolenie, ale zawsze tego żałuje kiedyś non stop żarłem się z kierownikami i przełożonymi i byłem z nimi skonfliktowany nigdzie nie pracowałem dłużej niż 1,5 roku. Teraz tak nie jest, pracuję już ponad rok i chociaż czasem bywa ciężko Chrystus pracuje we mnie tak jak mówi pismo MT 11, 28-30 "28Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" Pamiętam jak tej zimy okazało się że mój wujek który jest bezdomny ma być wyrzucony z ośrodka, to było akurat wtedy gdy szły te wielkie mrozy i mieliśmy z ojcem pojechać do tego ośrodka pogadać z właścicielką ośrodka by jednak mógł zostać, bardzo gorąco modliłem się wtedy do Boga by nam pozwolił pomóc wujkowi, a w okresie mrozów to na prawdę trudne by znaleźć miejsce człowiekowi, są noclegownie ale znalezienie ośrodka graniczy z cudem w takim okresie, dla Boga jednak nie ma rzeczy niemożliwych i jeszcze tego samego dnia udało nam się znaleźć dla niego miejsce i przeprowadzić go do innego ośrodka, gdzie mógł zostać na stałe. Pamiętam jak wracając kiedyś wieczorem z pracy zobaczyłem kumpli pijących na ławeczce i idąc zapytałem Boga w duchu, czy powinienem przestawać z takimi ludźmi, podszedłem przywitałem się i chwilę po tym jak podałem rękę ostatniemu z chłopaków jeden z nich potracił butelke piwa która przewróciła się i eksplodowała rozpryskując się, poczułem wtedy ukłucie na łydce, a jak wróciłem do domu okazało się że pod skarpetką noga mi krwawi zraniona szrapnelem z rozbitej butelki, wiele razy podczas pijatyk w których brałem udział tłukły się butelki ale jeszcze nigdy żadna mnie w taki sposób nie skaleczyła.
Mam taki zwyczaj że zawsze jak jadę do pracy metrem to czytam pismo święte, czytam nowy testament już chyba 5 raz, czytam go w kółko na okrągło, jak tylko skończę zaczynam od początku i widzę jak to zostaje we mnie, jak odpowiada na pytania, jak pojawia się werset w momencie gdy chce zrobić coś co nie podoba się Bogu.

Dobra kończę bo piszę to chyba od 15 ale jak coś sobie przypomnę to dodam :)
z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie.

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 2695
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Datsun » ndz lip 17, 2016 6:43 pm

Pięknie to opisałeś, Sadlorze :)
Przeczytałem Twoje świadectwo z zapartym tchem i bardzo się cieszę, że masz kontakt ze zborem Misja Łaski w Warszawie. Przypominam też sobie jak rozmawialiśmy na konferencji Apollos. Tak trzymaj kochany bracie :)

Ilyad
Posty: 1197
Rejestracja: pn wrz 21, 2015 6:56 am

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Ilyad » pn lip 18, 2016 7:43 am

Witaj Sadlorze.
Cieszę się z Twojego świadectwa. Jesteś kolejnym przykładem osoby, która z RELIGII przychodzi do Zmartwychwstałego Jezusa.
Piszesz:

Nie będzie to spektakularne świadectwo, ciężko mi nawet uznać siebie za osobę nawróconą


Jeżeli oddałeś swoje życie Chrystusowi w modlitwie, odczułeś że Bóg przebaczył Ci twoje grzechy a zamiast pragnienia grzechu masz w sercu pragnienie by podobać się Bogu, JESTEŚ OSOBĄ NAWRÓCONĄ.

mimo bardzo pozytywnych zmian z moim życiu borykam się jeszcze z pewnymi problemami.Moja droga wygląda trochę jakbym robił 3 kroki w przód i jeden krok w tył, chodź przyznaję że coraz rzadziej robię ten jeden krok w tył.


Z nami jest podobnie. Człowiek nawrócony, to nie znaczy że już nigdy nie grzeszący. Takich ludzi po prostu nie ma, bo każdemu z nas zdarza się czasem zgrzeszyć. Co wówczas robimy ? Przychodzimy do Pana z pokutą i prośbą by nam przebaczył i pomógł się nam podźwignąć i walczyć dalej. Z problemami przestaniesz się borykać gdy będziesz U PANA, lecz dopuki jesteśmy jeszcze "w ciele " musimy codziennie walczyć aż do pełnego zwycięstwa w Chrystusie !

Awatar użytkownika
Ann78
Posty: 1943
Rejestracja: śr wrz 23, 2015 12:16 pm
Kontaktowanie:

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Ann78 » pn lip 18, 2016 5:48 pm

Sadlor pisze:Mam taki zwyczaj że zawsze jak jadę do pracy metrem to czytam pismo święte, czytam nowy testament już chyba 5 raz, czytam go w kółko na okrągło, jak tylko skończę zaczynam od początku i widzę jak to zostaje we mnie, jak odpowiada na pytania, jak pojawia się werset w momencie gdy chce zrobić coś co nie podoba się Bogu.

Cześć Sadlor :)

Dziękuję za Twoje świadectwo i cieszę się, że zalogowałeś się tutaj!
Te Twoje słowa, które zacytowałam są mi szczególnie bliskie.
Ja też cały czas mam w samochodzie NT na CD i słucham Go w drodze "tu i tam". Słowa te mają moc zmieniać nas i kierować w odpowiednią stronę, mianowicie do Boga.

Pozdrawiam Cię serdecznie :)
A

P.S. Ja też się cieszę, że jesteś w Misji Łaski :)
Ostatnio zmieniony pn lip 18, 2016 5:53 pm przez Ann78, łącznie zmieniany 1 raz.
Zapraszam na www.jwpomoc.pl

Awatar użytkownika
Ann78
Posty: 1943
Rejestracja: śr wrz 23, 2015 12:16 pm
Kontaktowanie:

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Ann78 » pn lip 18, 2016 5:52 pm

Ilyad pisze:Z nami jest podobnie. Człowiek nawrócony, to nie znaczy że już nigdy nie grzeszący. Takich ludzi po prostu nie ma, bo każdemu z nas zdarza się czasem zgrzeszyć. Co wówczas robimy ? Przychodzimy do Pana z pokutą i prośbą by nam przebaczył i pomógł się nam podźwignąć i walczyć dalej. Z problemami przestaniesz się borykać gdy będziesz U PANA, lecz dopuki jesteśmy jeszcze "w ciele " musimy codziennie walczyć aż do pełnego zwycięstwa w Chrystusie !

I całe szczęście, że możemy ze wszystkim i zawsze przychodzić do Pana. Mamy do tego zachętę w Piśmie :)

(16) Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze. Hebr. 4
Zapraszam na www.jwpomoc.pl

Awatar użytkownika
Ida
Posty: 135
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Re: Świadectwo Roberta z Warszawy

Postautor: Ida » czw wrz 27, 2018 5:49 am

Robercie :) ...dopiero teraz dotarłam do twojego świadectwa. Pan wykonuje niezwykłe rzeczy z człowiekiem, który Go poszukuje. Chwała Bogu za jego dobroć, za czas łaski, który nadal trwa! I chce się jeszcze powiedzieć: ile nas jeszcze Jego dzieci jest porozrzucanych w różnych miejscach i czeka na sposobność wejścia do kościoła Bożego? "Albowiem to jest rzecz dobra i przyjemna przed Bogiem, zbawicielem naszym, Który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i ku znajomości prawdy przyszli." (1Tym.2:3,4)
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.


Wróć do „Świadectwa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość