Od indoktrynacj do Chrystusa

Zapraszamy do opisywania swoich świadectw nawrócenia lub innych świadectw działania Boga w swoim życiu.
Agnieszka
Posty: 2361
Rejestracja: pn gru 26, 2016 5:34 pm

Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Agnieszka » wt sty 10, 2017 7:35 pm

Witam wszystkich serdecznie.
Chcialabym napisać trochę o sobie, o swoich przeżyciach , doświadczeniach.
Wychowywana byłam w rodzinie prawosławnej ale moja siostra i ja nie uczęszczałysmy na lekcję religii - nasi rodzice dali nam wolną wolę, sami też nie byli religijni , do cerkwi chodziliśmy wszyscy od święta :-)
Dokładnie kiedy miałam 12 lat zaczęli przychodzić do nas śJ - początkowo zostawiali tylko czasopisma; zaczęto tzw. studium " biblijne " z moim ojcem, później z ciekawości całą rodziną poszliśmy na pierwsze zebranie śJ gdzie uraczono nas wielką serdecznoscią i ciepłem , poznałam tam również wielu rówieśników z którymi zaprzyjaźniłam się. Zaczęłam studium od książki pt. " Mój zbiór opowieści biblijnych " a potem " Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi ".
Zostałam również glosicielką ale nastąpiło to dopiero w wieku 17 lat. Moja siostra i mama nie były za bardzo zaangażowane w służbę dla Jehowy .
Mój ojciec jako jedyny z nas przyjął chrzest i krótko po tym wielkim wydarzeniu w jego życiu , zaczęto naruszać naszą prywatność - nie przeszkadzało to jednak mojemu ojcu.
Kiedy w wieku 19 / 20 lat poznałam swoją wówczas pierwszą miłość a był to chłopak z poza organizacji śJ , zaczęto ingerować w intymne szczegóły mojego życia - czułam się jakoby " molestowana " przez tzw. " braci " starszych zasypującymi mnie nietaktownymi pytaniami na które nie udzielałam odpowiedzi.
Postawiono mi ultimatum - albo chłopak albo służba dla Jehowy! Bez wahania wybrałam tą pierwszą opcję :-) pomimo , że straszono mnie armagedonem w który już od dawno przestałam wierzyć.
Buntowalam się i nie ulegałam manipulacjom i choć na zewnątrz pokazywałam, że jestem twarda to w nocy zalewalam się łzami w poduszkę i walczyłam z emocjami.
Moja siostra w wieku 20 lat usamodzielnila się i wyjechała do Warszawy do pracy , ja natomiast byłam " związana " z studiami w Białymstoku i choć dorywczo pracowałam w wolnym czasie jako hostessa wówczas w supermarketach , moje zarobki nie pozwoliły mi na całkowitą niezależność finansową.
Moi rodzice rozwiedli się gdy miałam 25 lat i mój ojciec ponownie ożenił się ale już z tzw. siostrą w wierze.
Nastała wielka ulga :-)
Teraz z perspektywy czasu, nie potrafię zrozumieć jak można było pozwolić obcym ludziom na ingerencję w detale naszego rodzinnego życia , oczekiwania bezwzględnego posłuszeństwa , zakazy i nakazy ; nie ogarniam całego tego cyrku, pozornej / udawanej " chrześcijańskiej " miłości , generalizowania pod względem wyznania, poglądów, itp. bez względu na wnętrze człowieka.
Nie ważne czy jesteś wewnętrznie wartościowym człowiekiem , prawdziwym przyjacielem dla innych , ale.... , no właśnie to ale..... , nie jesteś śJ bądź przestajesz nim być albo tak jak w moim przypadku zaprzestanie głoszenia wyklucza Cię / mnie / Was ze społeczeństwa śJ.
Wiele osób które opuściło organizację pragnie bezustannie, bezwarunkowo utrzymywać więzy rodzinne, przyjacielskie - czy ludzie ci są wrogami , nieprzyjaciółmi tylko dlatego, że wciąż czują taką wewnętrzna potrzebę takiego zwyczajnego z serca płynącego współczestnictwa w społeczeństwie w którym jeszcze nie tak dawno mieli możliwość funkcjonować też poza wszelkimi zebraniami , zgromadzeniami , głoszeniem , itp. , a co z więzami rodzinnymi?
Czy na tym polega prawdziwa miłość / przyjaźń? Z pewnością nie ! Czy szczere, zdrowe relacje między ludzkie są warunkowe???????
Nie ogarniam do tej pory całego tego cyrku...... - jak można wpaść w pułapkę indoktrynacj która pozbawia wielu wcześniej wartościowych ludzi człowieczeństwa , bo również w stosunku do mojej osoby niestety ale z perspektywy czasu tzw. "przyjaciele" omijali mnie z daleka.
Oczywiście są też w organizacji śJ ludzie którzy nie postępują w tak nieludzki sposób i absolutnie nie piszę tu o wszystkich śJ - że wszyscy tacy są , jednak ogólnie przyjęte zasady postępowania w stosunku do osób nie zgadzajacymi się np. z doktrynami ck pozostawiają wiele do życżyczenia.......
Cała moja przygoda religijna / poznawcza skończyła się na śJ :-)
Później opiszę tą optymistyczną część mojego życia :-)
Cdn.

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 2532
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Datsun » wt sty 10, 2017 8:38 pm

Czekamy więc na ciąg dalszy! :)
Muszę przyznać, że czytam to że wzruszeniem bo wszystko co napisałaś dzieje się mniej więcej w tym samym czasie co moja historia i mojego brata. Na dodatek w tym samym mieście :)
Niewykluczone, że się nawet znaliśmy. Wtedy w Białymstoku było z tego co pamiętam 12 zborów, a my należeliśmy do zboru "Białostoczek" . Na sto procent znamy tych samych ludzi, a wielu z nich przecież ŚJ już też nie jest. Tam są przecież olbrzymie rotacje.
Może słyszałaś o odejściu z "organizacji" grupy młodych ludzi? Było nas w sumie pięć osób, to był 1996 rok.

Iskierka
Posty: 1092
Rejestracja: śr lis 11, 2015 8:49 am

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Iskierka » wt sty 10, 2017 8:46 pm

Agnieszko, dzięki za Twoje świadectwo, oczywiście czekam na ciąg dalszy, jak piszesz :) .

Piszesz: "Nie ogarniam do tej pory całego tego cyrku...... - jak można wpaść w pułapkę indoktrynacji, która pozbawia wielu wcześniej wartościowych ludzi człowieczeństwa , bo również w stosunku do mojej osoby niestety ale z perspektywy czasu tzw. "przyjaciele" omijali mnie z daleka."
Niestety wielu z nas wpadło w tę pułapkę, ale z miłości do Boga Jehowy.
Pocieszające jest to, że nasz Zbawiciel Pan Jezus Chrystus , wie kto jest Jego Owcą i przynosi nam uwolnienie od indoktrynacji ludzkich.
Czy na przykład ja żałuję, że byłam 30 lat w organizacji? Nie. Byłam, bo miałam wiarę i miłość do Boga Jahwe i to dawało mi sens życia. Przypomnę słowa, chyba kogoś z Forumowiczów, które są mi bliskie : " z miłości do Boga wstąpiłam do organizacji, z miłości do Boga musiałam ją opuścić".
Opuściłam organizację ale przybliżyłam się do Boga i mojego Zbawiciela Pana Jezusa Chrystusa.
Ważny zatem jest koniec sprawy, a nie jej początek :) .
pozdrawiam

Agnieszka
Posty: 2361
Rejestracja: pn gru 26, 2016 5:34 pm

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Agnieszka » wt sty 10, 2017 10:06 pm

Datsun pisze:Czekamy więc na ciąg dalszy! :)
Muszę przyznać, że czytam to że wzruszeniem bo wszystko co napisałaś dzieje się mniej więcej w tym samym czasie co moja historia i mojego brata. Na dodatek w tym samym mieście :)
Niewykluczone, że się nawet znaliśmy. Wtedy w Białymstoku było z tego co pamiętam 12 zborów, a my należeliśmy do zboru "Białostoczek" . Na sto procent znamy tych samych ludzi, a wielu z nich przecież ŚJ już też nie jest. Tam są przecież olbrzymie rotacje.
Może słyszałaś o odejściu z "organizacji" grupy młodych ludzi? Było nas w sumie pięć osób, to był 1996 rok.

Nie słyszałam o odejściu z organizacji aż 5 osób w tym samym czasie .
Być może znamy się - nie wiem , ale jestem na 80% pewna , że możesz znać mnie z widzenia jeśli chodziłes na zakupy do supermarketów a ja zaczepialam niemal każdego klienta , każdą klientkę i zapraszam do degustacji różnych produktów spożywczych , potem przenieśli mnie na perfumy i kosmetyki :-)

Agnieszka
Posty: 2361
Rejestracja: pn gru 26, 2016 5:34 pm

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Agnieszka » wt sty 10, 2017 10:20 pm

Iskierka pisze:Agnieszko, dzięki za Twoje świadectwo, oczywiście czekam na ciąg dalszy, jak piszesz :) .

Piszesz: "Nie ogarniam do tej pory całego tego cyrku...... - jak można wpaść w pułapkę indoktrynacji, która pozbawia wielu wcześniej wartościowych ludzi człowieczeństwa , bo również w stosunku do mojej osoby niestety ale z perspektywy czasu tzw. "przyjaciele" omijali mnie z daleka."
Niestety wielu z nas wpadło w tę pułapkę, ale z miłości do Boga Jehowy.
Pocieszające jest to, że nasz Zbawiciel Pan Jezus Chrystus , wie kto jest Jego Owcą i przynosi nam uwolnienie od indoktrynacji ludzkich.
Czy na przykład ja żałuję, że byłam 30 lat w organizacji? Nie. Byłam, bo miałam wiarę i miłość do Boga Jahwe i to dawało mi sens życia. Przypomnę słowa, chyba kogoś z Forumowiczów, które są mi bliskie : " z miłości do Boga wstąpiłam do organizacji, z miłości do Boga musiałam ją opuścić".
Opuściłam organizację ale przybliżyłam się do Boga i mojego Zbawiciela Pana Jezusa Chrystusa.
Ważny zatem jest koniec sprawy, a nie jej początek :) .
pozdrawiam

Iskierko , 30 lat w organizacji to na prawdę sporo czasu. Ja też nie żałuję , że kiedyś śJ zapukali do naszych drzwi i choć zaznałam wielu cierpień o których nie napisałam to traktuję to teraz jako pewien choć przykry bagaż doświadczeń.
Czasami sobie myślę , że gdybym nie zaznajomila się z śJ wówczas , nie poznałabym Chrystusa , będę o tym jeszcze pisać..... , poza tym mogłoby też dojść do takiej sytuacji , że będąc mężatka i nie znając żadnego ruchu religijnego mogłabym wkroczyć w jakąś denominacje i mogłoby się to skończyć np. rozwodem tak jak w przypadku moich rodziców - więc staram się wyciągać pozytywne wnioski z przeszłości :-)
Nie wiem czy jeszcze coś dzisiaj napiszę , bo jest już trochę późno.
Pozdrawiam :-)

Awatar użytkownika
Ida
Posty: 108
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Ida » śr sty 11, 2017 5:36 am

Nie ważne czy jesteś wewnętrznie wartościowym człowiekiem , prawdziwym przyjacielem dla innych , ale.... , no właśnie to ale..... , nie jesteś śJ bądź przestajesz nim być albo tak jak w moim przypadku zaprzestanie głoszenia wyklucza Cię / mnie / Was ze społeczeństwa śJ.
Wiele osób które opuściło organizację pragnie bezustannie, bezwarunkowo utrzymywać więzy rodzinne, przyjacielskie - czy ludzie ci są wrogami , nieprzyjaciółmi tylko dlatego, że wciąż czują taką wewnętrzna potrzebę takiego zwyczajnego z serca płynącego współczestnictwa w społeczeństwie w którym jeszcze nie tak dawno mieli możliwość funkcjonować też poza wszelkimi zebraniami , zgromadzeniami , głoszeniem , itp. , a co z więzami rodzinnymi?
Czy na tym polega prawdziwa miłość / przyjaźń? Z pewnością nie ! Czy szczere, zdrowe relacje między ludzkie są warunkowe???????
Nie ogarniam do tej pory całego tego cyrku...


Dzięki Agnieszko, za opisanie swojej historii z śJ. Łatwiej wtedy o zrozumienie drugiego człowieka. Napisałaś prawdę o organizacji, którą dobrze znamy. Warunkowa miłość, okazywana wtedy, kiedy jesteś jedną/jednym z wyznawców "religii prawdziwej". Odchodzisz z organizacji- już cię nie znają, nie pozdrawiają, przechodzą na drugą stronę ulicy. To na pewno nie jest chrześcijańska miłość- agape.

Ostatnio, w związku z odłączeniem się ze zboru, miałam złożone wizyty starszych. Atmosfera spotkań naprawdę miła i pełna wzajemnego szacunku, co w dużej mierze zależy od ludzi, którzy ten przywilej piastują. Tak się zastanawiałam, czy mi rękę na koniec podadzą. Podali, ale zaznaczyli, że to ostatni tego typu gest. Po ogłoszeniu mojego odłączenia nikt już się na pozdrowienie nie zdobędzie. Nie? Zapytałam prowokacyjnie. No przecież znasz wytyczne organizacji. Wniosek stąd wypływa taki, że zmiana zasad kontaktowania się z osobami wykluczanymi lub odłączającymi się wyrażona w nauczaniu niewolnika wiernego i rozumnego, miałaby przełożenie na inne traktowanie ludzi. Gdyby napisali, że nie ma nic złego w powitaniu "błądzących", a nawet jest to wyraz chrześcijańskiej miłości, szeregowi śJ z gorliwością pozdrawialiby nas na ulicy, tak jak teraz żarliwością unikają kontaktu z nami, chociażby tylko wzrokowego. Nie wykluczam, że nowe światło zaświeci i dojdzie do zmian w organizacji. Ostatni rocznik z działalności pokazuje kolejny rok spadku. Zmiany są konieczne. https://www.youtube.com/watch?v=_UGzic2vjxY
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 2532
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Datsun » śr sty 11, 2017 5:47 am

Z widzenia na pewno się znaliśmy np. kongresów. Wiadomo, że młodzież ciągle się rozgląda i sobie nawzajem przygląda :mrgreen:
Ech, wydaje się że to nie było tak dawno... :)

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 2532
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Datsun » śr sty 11, 2017 5:52 am

Ido, na pewno gdy teraz to wszystko takie u Ciebie "na świeżo" to mocno to przeżywasz. Wiem jak to jest z tym nie podawanie ręki itp. Szczerze współczuję. Wszyscy kiedyś przez to przeszliśmy...
Pozdrawiam ;)

Awatar użytkownika
Ida
Posty: 108
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Ida » śr sty 11, 2017 6:04 am

Datsun pisze:Ido, na pewno gdy teraz to wszystko takie u Ciebie "na świeżo" to mocno to przeżywasz. Wiem jak to jest z tym nie podawanie ręki itp. Szczerze współczuję. Wszyscy kiedyś przez to przeszliśmy...
Pozdrawiam ;)

Bez przesady. ;) Kiedy chodziłam na zebrania, niektórzy też mocno wahali się, czy podać mi rękę. To teraz zdjęłam im ciężar niepewności jak postąpić. Choć zapewne mnie zaboli fakt niewitania to jednak mam świadomość, co leży u źródła zachowania ludzi zmanipulowanych przez organizację. Oni bardziej zasługują na współczucie. :)
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.

Agnieszka
Posty: 2361
Rejestracja: pn gru 26, 2016 5:34 pm

Re: Od indoktrynacj do Chrystusa

Postautor: Agnieszka » śr sty 11, 2017 6:47 am

Kochani , dziękuję za wasze wpisy :-) Ja dzisiaj mam dużo obowiązków - praca i uczelnia , ale zapewniam , że napiszę dalszy ciąg mojej historii tylko proszę o cierpliwość :-)
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :-)


Wróć do „Świadectwa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości